Skip navigation

USA oferuje wiele, szczególnie młodemu człowiekowi. Kraj pełen możliwości, właściwie w każdym tego słowa znaczeniu. Żyje się łatwiej niż w wielu innych miejscach na Ziemii, bo na własne utrzymanie można łatwiej zapracować. Paliwo tanie, jedzenie tanie, samochody tanie. Bardzo drogie usługi, ale domowej elektryki, hydrauliki, czy młotkowania można się samemu nauczyć. Byłem tu już parę razy wcześniej, tym razem jednak mam okazję poznać Stany od strony kuchni. To, co wciąż dla wielu ludzi jest rajem na Ziemii, ma wiele rys, a może nawet przepaści – dla niektórych nie do przekroczenia. Ja od początku studiowania na NEU odczuwam na własnej skórze jedną z nich – samotność. To choroba, która ogarnia cały kraj. Nieustannie szukam przyczyn i z wieloma osobami, głównie obcokrajowcami, dochodzimy do różnych wniosków. Amerykanie nie mają przyjaciół, a przynajmniej nie w takim znaczeniu, w jakim ja to rozumiem. Sam język angielski nie odróżnia kolegi od przyjaciela, jest tylko jeden, friend. Ludzie często zmieniają miejsce zamieszkania, domy się kupuje, rzadko buduje. Znam ludzi, którzy mieszkają w jednym miejscu 10 lat i nigdy nie poznali swoich sąsiadów! Amerykanie wychodzą z założenia (słyszałem to od paru osób), że nie warto zawierać zażyłych przyjaźni, bo i tak się w końcu przeniosą w inne miejsce. Kraj wielki, więc można mieszkać w takiej odległości od siebie, że tylko samolotem jest sens polecieć. Ludzie, których tutaj poznałem przeważnie zamykają się w środku, mają dużą sferę prywatności, do której wpuszczają tylko rodzinę. Wizyta bez zapowiedzi, nawet u najlepszych friendów jest nie do pomyślenia. Trzeba się umówić, aby nie naruszyć strefy. Nie mają w zwyczaju oddzwaniać na nieodebrane telefony, mało kiedy wykazują towarzyską inicjatywę. Nie piją alkoholu, a jak piją to rzadko kiedy się przez to bratają. Po prostu inna mentalność. Dorośli Amerykanie przeważnie utrzymują kontakt z najbliższą rodziną, friendy pojawiają się i znikają…Jak do tej pory to jest dla mnie największa przeszkoda, abym tu kiedyś zamieszkał. Jeżeli nie znajdę/zaimportuję prawdziwych przyjaciół, to nie wiem czy byłbym tu kiedyś naprawdę szczęśliwy. Czasami zastanawiam się, czy może nie jest to domena wieku? Chyba nikt zaprzeczy temu, że mając ćwierć na karku trudniej znaleźć przyjaciół, niż jak ma się naście lat. Człowiek twardnieje z wiekiem i kompromis coraz rzadziej staje się alternatywą, więc może to nie Ameryka, tylko wiek? Co by to nie było, samotne wieczory to dla mnie wciąż nowość, z którą nie mogę i nie chcę się oswoić.

Advertisements

3 Comments

    • Sęku
    • Posted Sierpień 11, 2006 at 7:03 am
    • Permalink

    Powiem Ci Kuba, że to co napisałeś jest doprawdy przerażające.. i wydaje mi się, że podczas mojego krótkiego pobytu u Wielkiego Blachola też to po trochu zauważyłem. Choć najbardziej z tego wszystkiego, najbardziej przerażająca, jest uwaga ostatnia, chwiejnie sprzedana czytelnikowi hipoteza, która może świadczyć że to nie tylko sprawa Ameryki.. :(

    • Anonymous
    • Posted Sierpień 25, 2006 at 9:38 am
    • Permalink

    To nie Twoj wiek, to Ameryka, Jakub. Ja tez bardzo nieswojo sie tam czulam za kazdym razem. Trzymaj sie cieplo mimo wszystko, mysle o Tobie :)

    • Anonymous
    • Posted Sierpień 25, 2006 at 9:39 am
    • Permalink

    (podpis zezarlo) Milena


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: