Skip navigation

Tydzień temu Brian, kumpel z NEU, zaprosił mnie na mecz baseballa. Wspomniałem mu o tym w marcu, ale dopiero teraz udało mu się dostać bilety po rozsądnej cenie! Boston naprawdę żyje tym sportem, tutejszy klub ma ponad 100-letnią tradycję. Obejrzeliśmy mecz przeciwko drużynie z Chicago. Chicago to największe skupisko polskiej emigracji, więc nie byłem zdziwiony, gdy okazało się, że jeden z graczy miał polskie nazwisko (Pierzyński), choć wielce prawdopodobne, iż o Polsce nie ma zielonego pojęcia. W dniu meczu aura nie dopisała i wielu ludzi po prostu nie przyszło na mecz w obawie, że go odwołają. Skorzystaliśmy z tego faktu i usiedliśmy w jednym z lepszych miejsc na stadionie, chociaż parę razy ludzie nas przesuwali na inne miejsca, bo okazywali się biletami. Tak czy inaczej, widowisko naprawdę ciekawe. Interesujący jest sposób, w jaki Amerykanie kibicują – nie było żadnych szalikowców, nie było emerytowanych ochroniarzy stojących dookoła stadionu, nie było chamstwa. Wszyscy dobrze się bawili, a parę razy cały stadion wstawał, aby zaśpiewać jakąś piosenkę klubową. Stadion jest bardzo popularnym miejscem, praktycznie przez cały mecz widać było dziesiątki błysków z aparatów fotograficznych. Dziwną sprawą był fakt, iż meczu nikt nie komentował, a na stadionie cały czas panowała kakofonia. Oprócz fotografujących, rozgadanych widzów, na trybunach wiecznie krążyły kaloryczne potwory – pop corn, hot dogi, kola, chipsy, etc. Jeżeli ktoś kupił chipsy, sprzedający rzucał je do kibica, a potem podchodził po pieniądze. Taki baseballowy zwyczaj chyba. Parę razy chipsy lądowały w złych rękach, albo uderzały ludziom po głowach… ale co tradycja to tradycja. W związku z tym, momentami miałem wrażenie, że trybuny żyją swoim rytmem, a gracze swoim.Brian przez dwie godziny nawijał na temat zasad gry i teraz nareszcie ją rozumiem. Po sylwetkach graczy można rozpoznać, iż w baseballu nie ma wiele biegania. Gra wymaga dużo taktyki, ale przede wszystkim talentu, bo niełatwo przecież odbić piłkę okrągłą pałką i skierować ją w odpowiednie miejsce. Większość gry jednak sprowadza się do nieudanych prób odbicia piłki, co po pewnym czasie stało się męczące. Podczas 2 godzin gry, tylko 9 razy udało się zawodnikom poprawnie ją odbić. Pozostałe były chybione, lub uderzone w niedozwolone miejsce. Wynik meczu 1:0 dla Bostonu, wyjątkowo mało punktów. Baseballowe zmagania przeważnie kończą się wynikami a’la hokej. Generalnie, świetna impreza, piknik. Czy poszedłbym jeszcze raz? Musiałbym się zainteresować ligą i zaangażować więcej emocji.

Piłka w grze!

Chłopaki zamiatają boisko w czasie jednej z ośmiu regularnych przerw.

Śpiewające trybuny, na wielkim ekranie nieustanne reklamy.

Reklamy

One Comment

    • Szymon
    • Posted Wrzesień 18, 2006 at 6:21 pm
    • Permalink

    Poczekaj aż w Polsce narodzi się prawdziwa gwiazda basebolowa to wtedy zobaczysz kiboli i szalikowców na meczu. Tak jak zaczynają się pojawiać na torach Formuły 1. gdzie dotąd nie znali tego zjawsika (trąbki, flagi, etc.)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: