Skip navigation

Amerykanie lubują się w smalltalk’u, czyli rozmowie z ludźmi, których nie znają na stopie osobistej, a spotykają w codziennym życiu, najczęściej w miejscach publicznych. Dla przykładu, rozmowa ze sprzedawcą w sklepie, drugą osobą w windzie, w kolejce po bilety, na stadionie, itd. Zawsze zaczyna się od tego samego „Hi, how are you?”, na co druga osoba mechanicznie odpowiada „Good, thanks. How are you?”. Część osób w tym momencie kończy dialog, ale wiele go kontynuuje. Rozmawiają o pogodzie, o tym jak ciężka jest praca, jaki duży jest ruch na drogach, jakie wysokie są ceny paliwa, itd. Smalltalk z reguły trwa tak długo jak możliwe, czyli aż sprzedawca skończy nabijać na kasę, winda zjedzie na dół, skończy się kolejka, itd. Kiedy przyjechałem tu pierwszy raz, musiałem się z tym oswoić, bo w Polsce smalltalk z reguły nie trwa długo, o ile trwa w ogóle. Zaskoczony byłem tym, że wszyscy ludzie, którzy mnie mijali na ulicach, lub w sklepach, pytali się „How are you?”, „What’s going on?”, „How you’re doing?”. Przeważnie zmieszany odpowiadałem „Good.” i urywałem. Dzisiaj wiem, że to nie było uprzejmne z mojej strony, bo zawsze powinno się odpowiedzieć podobnym pytaniem. I tu tkwi największy paradoks! Drugą osobę wcale nie interesuje jak ja się czuję! Te pytania to prostu inne wersje słów „Hi” i „Hello”. Dzisiaj już mi z tym łatwiej, ale na początku każdy obcokrajowiec ma z tym problem i nie może pojąć, dlaczego ktoś pyta o moje samopoczucie i nawet nie zatrzymuje się na chwilę aby usłyszeć odpowiedź, tylko leci przed siebie.

Inna ciekawa rzecz odnośnie tego typu rozmów – nigdy nie porusza się tematu polityki. O polityce rozmawiają ludzie, którzy się znają, ale nawet tu trzeba uważać, aby nie obrazić drugiej osoby. Amerykanie w ogóle wolą nie poruszać żadnych tematów, które mogą obrazić drugą osobę w jakikolwiek sposób. Poza tym, kiedy prowadzą wszelką rozmowę stojąc, np. na ulicy, zachowują pewien dystans fizyczny – czasami tak duży, że trzecia osoba mogłaby przejść pomiędzy! My nie zdajemy sobie z tego sprawy, jak blisko siebie stoimy rozmawiając, bo jest to zakodowane w naszej mentalności.

Swoją drogą, zawsze bawi mnie fakt, że język angielski wszystko nazywa. Jak byście przetłumaczyli takie słowa jak smalltalk, air guitar, czy brain freeze? „He plays air guitar”, czyli udaje, że porusza rękoma w powietrzu tak, jakby grał na gitarze? [Tu nawet organizują konkursy, kto lepiej udaje, że gra..] „I have a brain freeze”, nagle zabolała mnie głowa, bo za szybko wypiłem lodowaty napój, lub zjadłem szybko loda? Takich słów jest mnóstwo: school-goers, commuters, feedback, trade-off.. Oczywiście są słowa w naszym języku, które nie mają dobrego tłumaczenia w angielskim, ale z takim czymś spotykam się dużo rzadziej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: