Skip navigation

Ostatnimi czasy w Polsce rozgorzał temat służby zdrowia. Mam wrażenie, że nie ma idealnego systemu i w każdym kraju znajdą się niezadowoleni. Nie wiem jakie macie wyobrażenie na temat opieki zdrowotnej w Stanach, ale myślę, że dla niektórych z Was może być to pewnym zaskoczeniem – jakość usług jest rewelacyjna, ale dostępność fatalna. Przy całkowicie sprywatyzowanym systemie nie ma mowy o jednakowym dostępie do usług medycznych dla wszystkich obywateli. Jest tylko jedno kryterium, pieniądze, duże pieniądze. Myślę, że tu nawet znajomości mogą mieć małe znaczenie. Wizyty u lekarzy są kosztowne, nawet dla posiadaczy ubezpieczeń zdrowotnych (prywatnych oczywiście).

Co by nie być gołosłownym, przytoczę parę przypadków. Parę lat temu, kiedy byłem tu jeszcze w ramach programu Work&Travel, dopadła mnie jakaś grypa. Myślałem, że normalnym przeciwbólowym lekiem i leżeniem w łóżku się wyleczę. Amerykańska stonka jednak nie dała za wygraną, wyruszyłem do szpitala. Lekarz zaglądnął do gardła, „aaaa”, nie spojrzał mi nawet w oczy, zadał trzy pytania i już go nie było. Wizyta kosztowała $87, na szczęście dostałem bezpłatny antybiotyk (sample), inaczej całość wyniosłaby mnie pewnie dwa razy tyle. Druga historia, chyba bardziej obrazowa. Rok temu, Sergei, dobry znajomy z Putinlandu, był w jednym z barów w San Diego. Wypił parę piwek i palił tytoń z faji wodnej (tak, tylko tytoń) aż nagle zasłabł. Przyjechała karetka, wpakowali go do środka, ale już w drodze się ocucił i chciał wracać. Nie puścili go, trzymali w szpitalu całą noc, zrobili parę testów i wypuścili nad ranem, zdrowego jak koń. Rachunek? Tu chyba Was nieco zaskoczę. Circa $3000! Sam przyjazd karetki, bez względu na dalsze postępowanie, $800. Na szczęście Sergei był ubezpieczony i nie musiał nic płacić z kieszeni, ale gdyby nie był, miałby niemały problem. Nielegalni imigranci w Stanach najczęściej trafiają na pogotowie (bo na profilaktyczne leczenie ich po prostu nie stać), otrzymują doraźne leczenie, a później nigdy nie płacą rachunku, bo de facto nie istnieją, a przede wszystkim ich po prostu na to nie stać. Za $3k można śmiało kupić samochód, w dobrym stanie!

Jako student muszę być ubezpieczony, to jest prawo stanowe w Massachusetts. Roczne ubezpieczenie zdrowotne kosztuje mnie ok $1.5k. Oczywiście jest to pakiet podstawowy, do każdej wizyty u lekarza (nie pielęgniarki) muszę płacić na dzień dobry $100, ale tylko jeden raz jeżeli kolejne wizyty dotyczą tego samego leczenia. $1.5k to trzy bilety do Polski poza sezonem. Mając jednak na uwadze, że te pieniądze nie wystarczyłyby na dwa przyjazdy karetki, czuję się jakbym miał super tanie ubezpieczenie. Jest jednak mały knyf.. To ubezpieczenie nie pokrywa dentysty, ponieważ byłoby dużo droższe (jeszcze raz tyle), a nie jest wymagane prawem. Dla wielu studentów z obcych krajów, pobyt w Stanach łączy się z nadzieją, że zęby nie będą robić problemów.. No i dochodzę do sedna :)

W minioną sobotę dopadł mnie problem natury zębowej.. Choć do przylotu do Polski zostało niewiele (nieco ponad tydzień!), bałem się, że ból dolnej 6-tki stanie się nie do zniesienia. Z pomocą przyszli.. studenci! W Bostonie stomatolodzy uczą sie na paru uczelniach (m.in. Harvard, Tufts, Boston University) i te uczelnie mają kliniki, które za małą kwotą przyjmują nieubezpieczoną tłuszczę, czyt. studentów obcokrajowców, ludzi o niskich dochodach, nielegalnych imigrantów. Wybrałem Tufts Dental Clinic, ponieważ internetowe recenzje najbardziej chwaliły właśnie to miejsce. Wczoraj tam pojechałem i przy okazji pobłądziłem w bostońskim Chinatown :) Muszę tam kiedyś pojechać z aparatem, bo czułem się jak Alicja w krainie czarów, po prostu inny świat. Drobne uliczki, wysokie budynki, wszędzie restauracje, sklepy, no i chińszczyzna :) W lipcu zatrzymam dla Was tam czas :) W klinice było bardzo sympatycznie, pomijając powyginane gęby innych pacjentów na pogotowiu dentystycznym. Dziennie przyjmują ok. 20 osób, koszt $65 (super tanio), leczą doraźnie i zajmują się tylko tym zębem, który boli. Można się też umówić na wizytę, gdzie za $75 zbadają całą szczękę, ale najbliższe miejsca wolne są ok. połowy lipca.

Moją szóstką zajął się niesamowicie sympatyczny Koreańczyk, choć ma już tytuł D.M.D, to zdaje się jest rezydentem i uczy się zawodu. Przez pierwsze pół godziny wypełniał dokumenty, ja podpisywałem jakieś oświadczenia – nie chcą mieć problemów z prawnikami. Pierwsze co zrobił to pstryknął promieniem X, który od razu dał mu ładną fotkę na komputerze. W decyzji odnośnie leczenia pomógł mu profesor, a w samym leczeniu doświadczona dentystka. Założyli mi takie małe rusztowanie, żebym nie musiał się wysilać, okulary na oczy i tak, przez 2.5 godziny prowadzili nad moją otwartą jamą gębową dyskusję. Dowiedziałem się co nieco, choć nie kleiłem wszystkich magicznych słów. Koreańczyk co 5 minut pytał się mnie, czy wszystko ok, czy coś mnie boli. Ostatecznie wyszedłem cało, choć poinformowali mnie, że to co mam jest tymczasowe i muszę mieć zrobione leczenie kanałowe i założoną koronę w najbliższym czasie. U nich kosztuje to dużo mniej niż w prywatnej klinice, jedynie $1400, a nie $2000. Powiedziałem, na razie dziękuję.

(To już ostatni paragraf) W związku z zaistniałą sytuacją, przedłużyłem pobyt w Polsce, z 2 do 3 tygodni. Będę zatem w kraju w dniach 15.06-6.07 – co mnie oczywiście niezmiernie cieszy :) Mam do Was małą radę na przyszłość, jeżeli lecicie do Stanów, koniecznie, profilaktycznie udajcie się do dentysty (ja tak przeważnie robiłem, poza ostatnim pobytem…). Tutaj wielu ludzi nigdy nie otrzyma fachowej opieki zdrowotnej bo ich na to po prostu nie stać. Kogo stać? Ludzie, którzy mają sensowną pracę przeważnie mają płacone ubezpieczenie przez pracodawcę, to obejmuje również dzieci (do pewnego wieku). Szacuje się jednak, że ok. 40% Amerykanów nie ma ubezpieczenia, a co za tym idzie, nie ma dla nich profilaktyki. Pan Michael Moore („Bowling for Columbine”, „Fahrenheit 9/11”) nakręcił niedawno kolejny dokument, „Sicko”, porusza on właśnie temat systemu opieki zdrowotnej w Stanach. Daję głowę, iż on znalazł wiele więcej szokujących przykładów. Swoją drogą, patrząc na to co dzieje się w Polsce, myślę, że wielu Polaków nie docenia tego jak tanie mają leczenie i jak łatwo dostępne. 5 złotych za przyjazd karetki wydaje się być po prostu jakimś żartem. Michał mi powiedział, że na 30 wyjazdów karetką, 2 faktycznie wymagają interwencji lekarza…

Advertisements

2 Comments

    • Szymon
    • Posted Czerwiec 6, 2007 at 10:14 am
    • Permalink

    Dokładnie nie ma idealnego systemu jeżeli chodzi o służbę zdrowia( i pewnie nigdy nie będzie). Nawet jeśli jakiś będzie sprawdzał sie w jednym państwie to w innym totalnie nie będzie funkcjonował. W Stanach jest silnie sprywatyzowany i typowo nastawiony na zarobek. Ciekawie by było gdyby chociaż na pół roku w Polsce wprowadzono go w takiej całkowitej formie. Lekarze nie musieliby strajkować za to robiliby to pacjenci- :)
    Prawda jest okrutna narzekać będą te osoby, które nie mają kasy. Nie można jednak oszczędzać na ubezpieczeniu. Życie zawsze pokazuje, że jest ono konieczne. Nie znamy dnia, ani godziny… (smutne ale prawdziwe)

    • oliwer
    • Posted Czerwiec 8, 2007 at 5:19 am
    • Permalink

    Co do sluzby zdrowia w USA, to ceny tam dosc czesto sa z sufitu a to za sprawa przymusu ubezpieczenia.Po wprowadzeniu Medicaid ceny uslug zwiekszyly sie o 1000%.Byle bzdura jest tak zaksiegowana z rownoczesnym pobraniem paru $$!(wyciagniecie strzykawki,nalozenie igly itp)
    Przypomina mi to historie mojego kolegi z łodzkiej filmowki, ktory postanowil nakrecic film w kooperacji w prywatnym kapitalem.Otoz znalazl sponsora (czytaj jelenia) ktory wylozyl 100tys.zl, na produkcje, uczelnia zas wylozyla 20tys.zl.w postaci sprzetu itp.Po zakonczeniu zdjec jego profesor, sprawdziwszy rachunki chwycil sie za glowe, widzac ze jakis kanalia (czytaj sponsor) moze miec 80% udzialow w filmie.Kazal wiec sekretarce, jeszcze raz obliczyc wydatki szkoly i nagle stalo sie „cudowne rozmnozenie”, okazalo sie ze facet ktory wylozyl 100tys.zl ma 20% udzialu w filmie.Wyliczenia uczelni byly bardzo skrupulatne i bogato udokumentowano np.Wynajecie statywu-cena,roboczogodziny pracownika przenoszacego kable,amortyzacja kamery,uzycie obiektywu x i y,roboczogodziny pracownikow nadzorujacych prawidlowe działanie urzadzen technicznych,zuzycie tasmy x (oczywiscie naciagane bo kto to sprawdzi) itp.itd


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: