Skip navigation

Dwa tygodnie temu pojechałem z rodziną do Ocean City, miasteczka nad Atlantykiem. Po kliknięciu zobaczycie dokładnie jak jest ono położone i o czym tu mówię. Uwierzyć nie mogłem ile rzeczy można pomieścić na wąskiej mierzei! Krata potężnych hoteli, łańcuch zapchanych klientami restauracji, barów i miejsc banalnej rozrywki, 6-8 pasmowa droga w samym środku.. Tak jakby ktoś chciał wyżymać ten biedny kawałek lądu i wycisnąć z niego ile się da zielonych banknotów. Maszynka do robienia pieniędzy nie zna spokoju… Na szczęście jedna rzecz, dla której cały ten cyrk tam powstał , pozostał bez zmian – ocean. Był rewelacyjny, szczególnie pierwszego dnia, kiedy walczyłem z falami, które przewyższały mnie o parę metrów, mimo iż wcale nie było wyjątkowo wietrznie, woda była ciepła, a ludzie ze spokojem opalali się na plaży. Jest to raczej dziwne uczucie, bo Bałtyk w takiej pogodzie częstuje raczej totalną flautą. Pluskanie w wysokich falach o mało nie skończyło się dla mnie poważną kontuzją. W zasadzie, cały czas walczyłem tylko o to, aby utrzymywać tą samą pozycję prostopadle do plaży, ale fale skutecznie znosiły mnie z dala od mojej rodziny odpoczywającej na plaży. Co parę minut zatem poddawałem się, wychodziłem na plażę i wracałem kilkadziesiąt metrów do miejsca, gdzie wchodziłem do wody. I właśnie to wracanie na plażę było podstępne, bo fale targały mną jakbym był piórkiem w powietrzu, a jak wiadomo, piórkiem nie jestem, hehe. Wymuszone fikołki pod wodą, po piaszczystym dnie, skończyły się na obitym ramieniu i zapchaniu piaskiem wszelkich zakątków w ciele. Po 30 minutach takiej walki byłem wykończony, choć muszę przyznać, było rewelacyjnie :)

Pierwszy dzień, wysokie fale przy brzegu, mało ludzi.
Ocean City, The Beach

Wzdłuż plaży niekończące się gmachy kurortów..
Ocean City, Hotels

Następnego dnia ocean się znacznie uspokoił i kąpiel była mniej męcząca, choć co jakiś czas przychodziła większa fala i cieszyła tłumy ludzi wyczekujących w wodzie. Właśnie, przy spokojnym oceanie, plaża była wypchana po brzegi, a w oceanie trudno było znaleźć wolne miejsce do stania i czekania na falę. Typowe pływanie raczej nie wchodziło w rachubę, ratownicy nie pozwalali daleko odpływać, poza tym w falującej wodzie źle się pływa. Stojące wzdłuż brzegu potężne hotele nieco przytłaczają, nie czuje się klimatu morskiego miasteczka, a raczej przemysłu turystycznego. Zoptymalizowanego na zysk. Amerykanie przyjeżdżają tu bardzo chętnie, w pierwszą stronę jechaliśmy 3 godziny w totalnym korku, wszelkie restauracje obładowane, trzeba czekać co najmniej 15 minut na wejście, autostrada nieustannie ruchliwa, słowem letni wypoczynek…

Ocean City, Highway

Tak dla porównania. Tydzień wcześniej pojechałem z Fabio, Sergei’em i jego mamą do Rockport, nieco na północ od Bostonu. Tam nie ma już takiego kombinatu, nie ma przytłaczających tłumów. Zupełnie inny świat! Dlaczego? Pewnie dlatego, iż tam woda prawie zawsze jest zimna, nawet w środku lata. To właśnie tu pływałem pod koniec maja, kiedy to po paru minutach pluskania odczuwałem kurczenie wszelkich członków ciała. Łudziłem się, że na początku sierpnia będzie cieplutko i przyjemnie… Ocean był równie lodowaty jak wtedy w maju! Temperatura tej wody ustalana jest przez prąd oceaniczny, który na północ od Przylądku Dorsza (Cape Cod) wszystko chłodzi. Tu nie zrobi się dobrego interesu, bo ludzie nie będą chętnie przyjeżdżać, niewidzialna ręka rynku schowała się do kieszeni, i dobrze. Dzięki temu Rockport raczy swoich gości klimatem małego morskiego miasteczka, gdzie można naprawdę odpocząć. Zresztą, sami zobaczcie…

Rockport

Rockport

Rockport

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: