Skip navigation

W październku miałem przyjemność dwa razy spotkać się z Lidką, koleżanką z licealnej ławki. Lidka mieszka w San Francisco, ale na miesiąc przyjechała do Nowego Jorku ze swoją przyjaciółką z Rosji, Margaritą. To kolejny dowód na to, że wschodnie mentalności są ze sobą kompatybilne. (Często zdarzało się tak, że ja i Sergei rozumieliśmy się prawie bez słów, a Brazylijczycy nie mieli zielonego pojęcia o czym mówimy.) Lidka pracowała przez miesiąc w głównej siedzibie ONZ, w ramach wolontariatu. Brzmi bardzo nobilitująco, choć nie byłem mocno zaskoczony jak się dowiedziałem, że ta organizacja to potężna machina biurokratyczna, w której panuje totalny bałagan. Lidka wspominała sytuację, kiedy przychodził do nich jeden szef, mówił co mają zrobić, a po 10 minutach przychodziła inna osoba i mówiła, że słowa tej pierwszej osoby są nieistotne i mają zrobić coś innego. Po jakimś czasie pojawiała się kolejna osoba, i tak w kółko.. Kiedyś podczas lotu do Polski poznałem kobietę, której mąż pracuje w ONZ, mówiła mi wtedy, że ponad połowa przedstawicieli różnych państw traktuje ONZ tylko i wyłącznie jako przygodę, okazję do wyjazdu, a nie jako możliwość do wprowadzenia zmian.

Jak już wspomniałem, spotkaliśmy się dwa razy podczas jej pobytu na wschodnim wybrzeżu. Najpierw one przyjechały do Bostonu, a dwa tygodnie poźniej spotkaliśmy się w Nowym Jorku. W Bostonie dużo spacerowaliśmy po centrum i w porcie, pojechaliśmy również do Cambridge zobaczyć Harvard (choć tam tak naprawdę nie ma wiele do zobaczenia moim zdaniem). Pod koniec ich pobytu pojechaliśmy do polskiej dzielnicy, gdzie zjedliśmy obiad i zrobiliśmy spożywcze zakupy. To naprawdę dziwne, choć miłe uczucie, jak widzi się na półkach Kubusie i Delicje, a za ladą ładne ekspedientki sprzedają kabanosy, mimo iż jest się po drugiej stronie oceanu..

Do Nowego Jorku zawitaliśmy w przy okazji pobytu u mojej rodziny w New Jersey, także mieliśmy właściwie tylko jeden wieczór. Mimo iż był to tak krótki pobyt, zrobił na mnie dość duże wrażenie. Byłem już w Nowym Jorku wiele razy, ale nigdy nie spędzałem tam nocy, ceny są naprawdę drakońskie. Wynajem pokoju (nie mieszkania) w dzielnicy, gdzie można chodzić po ciemku, to koszt ok. $1500-3000. Ludzie zarabiają tam zupełnie inne pieniądze, więc ich na to stać, dla przyjezdnych wszystko jest drogie, od bułki do biletu na metro. Lidka wynajmowała na lewo mieszkanie przez jeden miesiąc i mogła nas u siebie przenocować. Nie mieliśmy wiele czasu i w sumie wiele nie zobaczyliśmy, ale samo poruszanie się po Nowym Jorku to atrakcja. Potężne metro jeździ 24h/dobę (w Bostonie do 1 nocy), wszędzie pełno ludzi w biegu i nieustanny hałas. Tak jakby człowiek znalazł się w mrowisku, w które ktoś wbił kij. Po paru godzinach spacerowania w niemożliwie dusznym powietrzu, marzyłem tylko o jednym – o ciszy. Wieczorem pojechaliśmy taksówką do pubu. Taksówka była naprawdę tania, 50 centów za milę, spodziewałem się dużo wyższej stawki biorąc pod uwagę inne ceny w tym mieście. Siedziałem na przednim siedzeniu, więc mogłem trochę podpatrzeć kierowcę. Hindus, w uszach miał słuchawki podłączone do jakiegoś smartphone’a, z którego nieustannie dzwonił i rozmawiał po swojemu, zasuwał 110-120km/h, a inne samochody mijał tak blisko, jak ludzie z reguły to robią na parkingu, kiedy ledwo, ledwo mieszczą się obok drugiego samochodu. Do tego wszystkiego był cholernie zmęczony i co jakiś czas z nami rozmawiał.. W końcu dojechaliśmy do pubu, tam było raczej normalnie (oprócz cen), i mogliśmy zostać do 3 nad ranem (w Bostonie wszystko zamykane jest o 1). Ok 3:30 spacerowaliśmy po nowojorskich uliczkach, bo komuś zachciało się zjeść Hotdoga. Ten spacer zrobił na mnie największe wrażenie z całego pobytu – wszystko było pootwierane, sklepy z butami, restauracje, fast-food’y, na ulicach mnóstwo samochodów, na chodnikach mnóstwo ludzi. To było tak, jakby ktoś w środku dnia wyłączył światło. To miasto naprawdę nigdy nie zasypia, nie spodziewałem się aż takiego ruchu.

Myślę, że Nowy Jork albo się kocha, albo nienawidzi. Dla mnie jest za bardzo przytłaczający, z wielką ulgą wyjechałem do miejsca, gdzie można usłyszeć własny oddech i zobaczyć otwarte niebo. Dziewczyny mówiły, że tak samo się czuły na początku, ale pod koniec pobytu zaczynały doceniać szaleństwo tego miasta, choć nigdy nie chciałyby tam zamieszkać. Boston jest idealny, nie za duży, nie za mały – tak jak Wrocław! :-)

Poniżej fotka z naszego spaceru po Bostonie, najlepszy mim jakiego widziałem w życiu:

A tu już Nowy Jork, a właściwie New Jersey, bo to widok z Nowego Jorku na rzekę Hudson, która dzieli oba stany.

Tak wygląda obecnie Ground Zero, 6 lat po tragedii Nowojorczycy wciąż nie mogą się pogodzić co ma tu powstać – cmentarz, czy nowe centrum finansowe. A może da się to powiązać ze sobą?

Taka mgiełka unosiła się nad drapaczami przez cały wieczór, a właściwie pomiędzy drapaczami, być może ludzie na najwyższych piętrach widzieli dywan chmur pod sobą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: