Skip navigation

Już tydzień minął od naszego krótkiego pobytu w Polsce, choć w pewnym sensie czuję się jakby wyjazd wciąż trwał (o tym w następnym poście). Jak zwykle grafik był napięty, choć tym razem oprócz świąteczno-noworocznych spotkań doszły sprawy organizacyjne dotyczące naszego wesela. Przygotowaliśmy się przede wszystkim na batalię z Kościołem, ponieważ Elena jest baptystą, a nie katolikiem. W Polsce większość ludzi początkowo kojarzy kościół baptystyczny z jakąś sektą, a to przecież jedynie kościół protestancki. Tak czy inaczej, po dwóch wizytach w parafii okazało się, że nie będzie większego problemu ze ślubem kościelnym. Dopięliśmy zatem sprawy imprezy, zespołu, fotografa, video, zaproszeń, itd, itd.. W drugim tygodniu, kiedy myśleliśmy, że temat wesela powoli się zamyka, udaliśmy się do Urzędu Stanu Cywilnego, aby upewnić się, że nie będzie problemu w sprawach formalnych. No i tu spotkało nas wielkie zaskoczenie..

Polski USC wymaga od Eleny przedstawienia dokumentu, którego Elena nie może dostać, ponieważ Stany Zjednoczone takiego nie wydają, a co najbardziej paradoksalne, USC o tym dobrze wie! Ale o wszystkim po kolei.. Aby wziąć ślub cywilny (lub konkordatowy) w Polsce, wymagane są dwa dokumenty – akt urodzenia oraz pozwolenie na zawarcie związku małżeńskiego. W moim przypadku nie ma z tym żadnego problemu, ponieważ USC sprawdza w rejestrze czy byłem już kiedyś żonaty, wyciąga akt urodzenia i po skasowaniu 60zł wydaje oba dokumenty, z czego ten drugi jest ważny przez 60 dni. W przypadku Eleny akt urodzenia nie jest problemem, ale pozwolenie na zawarcie związku jest już dużą przeszkodą. W Stanach nie ma USC, związki małżeńskie zawiera się po okazaniu aktu urodzenia oraz złożeniu przysięgi, że jest się stanu wolnego – żaden urząd nie posiada krajowego rejestru małżeństw. Urzędy miast wydają pozwolenia na zawarcie związku małżeńskiego, które jest ważne tylko w danym stanie, np. California nie uznaje pozwolenia z Nevady, trzeba je wyrobić w Californii. Jakie to ma znaczenie? Takie, że Elena nie może przedstawić pozwolenia o skali federalnej – chyba, że załatwiłaby 50 takich dokumentów, po jednym z każdego stanu… Polski USC dobrze o tym wie, nawet opublikował książeczkę dla urzędników, w której wyliczone są państwa, które nie wydają odpowiedniego pozwolenia. Jaka jest zatem procedura? Należy udać się do sądu rodzinnego, założyć sprawę i prosić sąd o zniesienie takiego wymogu…

Zadzwoniłem do sądu rodzinnego w Lesznie.. nie ma sędziów, najwcześniej można rozpocząć proces za dwa tygodnie, potem w sądzie muszą pojawić się strony, sąd rodzinny rozpatrzy sprawę i jak wyda werdykt, trzeba czekać 3 tygodnie na jego uprawomocnienie. Elena oczywiście nie może być w tym czasie w Lesznie – musi mieć pełnomocnictwo. Według polskiego prawa pełnomocnikiem może być najbliższa rodzina, lub prawnik – czyli w jej przypadku byłby to prawnik. Aby sąd rodzinny pozytywnie rozpatrzył nasz wniosek, musielibyśmy załatwić prawo do zawarcia związku w Stanach i razem z aktem urodzenia przetłumaczyć u tłumacza przysięgłego. Następnie sąd rodzinny skontaktowałby się z ambasadą USA i dowiedział jakie prawo obowiązuje w stanie, w którym wydane zostało pozwolenie. Znajomy prawnik miał podobną sprawę z obywatelem Ukrainy – sądowi zajęło to 2 miesiące! Oczywiście za wszystkie usługi – adwokackie, sądowe, tłumaczenia trzeba płacić. Co najgorsza, nie ma tak naprawdę gwarancji, że sąd pozytywnie rozpatrzy sprawę.

Jakby udało nam się załatwić zwolnienie z sądu, Elena i ja oraz tłumacz przysięgły musielibyśmy stawić się w USC i podpisać kolejny dokument. I dopiero wtedy można byłoby zawrzeć związek małżeński w Polsce. Mamy za wiele do zaryzykowania w tym wypadku, bo jeżeli nie zostanie to załatwione na czas, nasz ślub nie mógłby się odbyć, bo Kościół nie odprawi już jedynie ślubu kościelnego – może być albo konkordatowy, albo kościelny po cywilnym. W takim układzie doszliśmy do wniosku, że trzeba wziąć cywilny ślub w Stanach i w Polsce tylko kościelny.

W urzędzie miasta Niskayuna w stanie Nowy Jork, z którego pochodzi Elena, 25 minut zajęło nam wydrukowanie odpisu aktu urodzenia Eleny, wystawienie pozwolenia na zawarcie związku małżeńskiego oraz ustanowienie daty ślubu cywilnego (17 stycznia). Urzędniczka jedynie poprosiła mnie o amerykańskie prawo jazdy oraz akt urodzenia i jego tłumaczenie – myślę, że nie musiało być nawet od przysięgłego. Oba dokumenty zabrałem ze sobą, żaden z nich nie musiał pozostać w urzędzie. W stanie Nowy Jork od wystawienia pozwolenia trzeba odczekać 24 godziny na zawarcie związku, w New Jersey tydzień, a w Nevadzie wcale – dzięki temu np. w Las Vegas można się ożenić ekspresowo, przejeżdżając przez Drive-Thru Chapel..

Ta biurokratyczna beznadzieja pokazuje, że każdy system ma swoje bolączki. A przy okazji tutaj dobrze widać na jakiej zasadzie funkcjonują poszczególne stany w USA – to są naprawdę autonomiczne jednostki, w wielu sprawach. Dzięki temu, że tak funkcjonuje tutaj prawo w zakresie małżeństwa, teoretycznie można byłoby mieć 50 żon – za to oczywiście grozi więzienie, ale nie jest oczywiste, kiedy ktoś się o tym dowie. Ciekawe sytuacje mają również miejsce, kiedy pewne rzeczy są legalne w jednym stanie, a w drugim już nie. Na przykład w Massachusetts homoseksualiści mogą zawrzeć związek małżeński, a w Ohio już nie. Ponieważ jednak każde małżeństwo jest uznawane przez wszystkie stany, Bolek i Lolek z Bostonu są traktowani jako małżeństwo również w Ohio.. Swoją drogą, takiej autonomii na pewno nie będą miały państwa członkowskie UE po ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Im dłużej mieszkam w Stanach tym bardziej doceniam podział prawa na stanowe i federalne, mimo iż czasami wydaje się ono bardzo śmieszne :-)

Advertisements

2 Comments

    • Anonim
    • Posted Styczeń 17, 2009 at 4:55 am
    • Permalink

    nie martw się Kuba, to pewnie jeszcze nie koniec!…. ;-)
    moje znajome małżeństwo było w podobnej sytuacji – tylko w innym północno-(środkowo?) amerykańskim kraju… w końcu wzięli ślub na pięknej plaży nad Pacyfikiem (a właściwie oba – bo i cywilny i kościelny)
    tylko, ze potem przyjechali (zamieszkać) do Polski, a tu załatwianie legalizacji małżeństwa zajęło im tyle czasu, ze młodej małżonce zdążyło się już skończyć pozwolenie na pobyt…
    ale… porządek musi być, co nie? :-)

    • Jakub
    • Posted Styczeń 20, 2009 at 10:38 am
    • Permalink

    Juz sie orientowalem w sprawie transkrypcji amerykanskiego aktu malzenstwa na polski – nie powinno byc problemu, przynajmniej w teorii ;-) A jezeli chodzi o pozwolenie na wjazd do USA, to juz sie w tej sprawie orientuje, bo w mojej rodzinie byla bardzo podobna sytuacja i wiem jak zapobiec takiej sytuacji. Tak czy inaczej, dziekuje za ostrzezenie!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: