Skip navigation

Category Archives: Ph.D.

Pewnie wielu z Was zastanawia się jak idzie mi pisanie doktoratu. Mówiąc krótko, kiepsko, a nieco dłużej, dużo gorzej niż bym tego oczekiwał, a mówiąc bardzo długo, czasami poważnie się zastanawiam, czy podążam dobrą drogą ku przyszłości. Trzeci rok inwestuję w ten epizod, a doktorat niestety kształtu jeszcze nie ma. To zupełnie inna bajka niż pisanie magisterki, tutaj trzeba mieć solidne wsparcie teoretyczne (matematyczne), oryginalny pomysł, publikacje, itd. Moim problemem jest jednak chyba coś innego – nie wiem czy mam do tego odpowiednią naturę. Pierwsze dwa lata robiłem kursy na uczelni i to była świetna rzecz, bardzo wiele się nauczyłem i nabrałem pewności siebie w paru tematach. Ostatni rok jednak poświęcam tylko pracy i doktoratowi, a tu już nie ma żadnych wskaźników postępu, jak np. oceny. Wypłata, gwarantuje utrzymanie, ale mocno ogranicza i im człowiek poważniej zaczyna myśleć o swoim życiu, tym bardziej dokucza. Kiedy do tego dojdzie fakt, że przez ostatni rok miałem naprawdę wiele sytuacji, kiedy myślałem, że klucz do rozwiązania jest już ręku, a ten wymykał się w daleką czeluść, wypalała się we mnie motywacja. I to jest największe wyzwanie w tej pracy, walka ze sobą, znajdowanie motywacji do pracy bez gwarancji, że ta przyniesie oczekiwany skutek. Podobno, te rozważania nie są obce moim znajomym, którzy przebrnęli już przez tą szyjkę, a swego czasu myśleli o porzuceniu doktoratu. Jak do tej pory motywuje mnie najbardziej jeden fakt – jeżeli teraz odpuszczę doktorat, to już nigdy do tego nie wrócę, a nie chcę w przyszłości tego żałować. Jeżeli jednak pewnego dnia ta inwestycja zacznie przekraczać założony przeze mnie budżet czasowy, będę się mocno głowić, w którym kierunku kontynuować ten epizod…

Reklamy

Od paru dni w Bostonie urzęduje zima, częstuje śniegiem i bardzo zimnym wiatrem. Na szczęście drogowcy dbają dobrze o stan nawierzchni, bo mimo iż przez całą noc padało i dookoła jest biało, drogi są suche i czarne. Tak naprawdę, wolę jeździć w takiej pogodzie, niż w deszczu, bo z deszczem wiele zrobić się nie da..

Po niespełna półtora roku jeżdżenia prawie codziennie samochodem, zaczynam odczuwać prawdziwy koszt posiadania czterech kółek. Benzyna, która jest coraz droższa ($3.09/galon, lub 2.01 zł/litr) i fakt, że dojeżdżam do pracy ok 40km w jedną stronę i częściej poruszam się po samym Bostonie, to tylko jedna strona medalu. Prawdziwy koszt (czym pewnie nie zaskoczę :)) to ubezpieczenie ($90/mies) i konserwacja (olej, opony, klocki, itd..). Od paru miesięcy stale pogorsza mi się tylne zawieszenie (zdaje się od wpadnięcia w jedną nieszczęsną dziurę podczas jazdy w nocy), Neon już stuka na najmniejszych bruzdach na drodze.. Przednie opony mają coraz większy problem z odprowadzaniem wody, co sprawia że podczas deszczu mógłbym sobie postawić elkę na dachu.. Koszt naprawy zawieszenia i wymiany opon raczej nie ma szans zmieścić się w $1000. Nawet gdybym chciał, to nie mogę wrócić do publicznej komunikacji, bo nie miałbym się jak dostać do pracy, także nie mam już wyboru. Może podczas pobytu w Polsce wyślę Neona do sanatorium, heh. Read More »

Właśnie znalazłem rewelacyjne źródło wiedzy – MIT OpenCourseWare, czyli publicznie dostępne wykłady z najlepszej uczelni technicznej na świecie, MIT. Dostępne są wszystkie materiały, do których mają dostęp uczestnicy kursów. Jedynym ograniczeniem (oprócz bariery językowej) jest fakt, iż w ten sposób nie można uzyskać dyplomu, ani zaliczyć żadnych kursów. Myślę jednak, że wykład z takiej uczelni to dużo lepsza sprawa, niż czytanie książki w tym samym temacie. Jakie dziedziny? Architektura, Biologia, Chemia, Ekonomia, Matematyka, Informatyka, Fizyka, Politologia, Urbanistyka, i wiele innych… Polecam!

W tym semestrze biorę ostatnie dwa kursy jako student. Później pozostanie już tylko praca naukowa i napisanie doktoratu, choć ta perspektywa jak na razie wygląda bardzo mgliście.. Zapisałem się na:

  • „Hardware-Software System Design” – został mi wyznaczony rok temu podczas egzaminu kwalifikacyjnego, ponieważ uznano iż mam za mało inżynierskie wykształcenie. O czym traktuje kurs? Dla ludzi po fachu powiem krótko – projektowanie hardware za pomocą software (np. modelowanie cache’u w SystemC). W pierwszym tygodniu opanowałem materiał który obejmował cały TUL.. Dla pozostałych – kurs, który pozwoli mi np. zaprojektować elektronikę do zabawki dla dziecka.
  • „Artificial Intelligence” – ten kurs bardzo mi się przyda do doktoratu. We Wrocławiu nie zajmowałem się sztuczną inteligencją i teraz muszę nadrobić braki. Z resztą, miałem już ku temu okazję – prowadzący (rodem z MIT) na trzecim wykładzie zrobił test, który obejmował podstawowe zagadnienia z całej książki (ok 1000 stron) – 5 dni z kalendarza…

Jest co robić bo z obu kursów mam małe zaplecze, ale pocieszam się, że semestr kończy się za trzy miesiące. Przy napiętym grafiku czas upływa bardzo szybko!W Bostonie od 1.5 tygodnia straszne mrozy, w piątek mieliśmy odczuwalne 30 stopni poniżej zera. Jezioro za oknem zupełnie zamarzło, czekamy na pierwszych śmiałków!

Jakoś nie mogę w tym semestrze zebrać myśli, lub znaleźć odpowiedniej weny, która wcześniej mnie motywowała do częstszego logowania życia. Nie ukrywam, że fakt iż za półtora tygodnia będę już w kraju ma tutaj istotne znaczenie.. Ale do rzeczy!Na początku listopada byłem na konferencji „International Semantic Web Conference 2006”. Była to pierwsza konferencja z mojej dziedziny, na której miałem przyjemność gościć. Byłem tam zaledwie trzy dni, ale muszę przyznać, iż było to wyjątkowe doświadczenie. Dowiedziałem się jak funkcjonuje świat naukowy i co jest w nim istotne. Muszę przyznać, iż trzeba nauczyć się pewnej gry, polityki, aby coś osiągnąć – to jest bardzo konkurencyjna rzeczywistość!

Aby móc wygłosić swoją publikację na konferencji, trzeba najpierw ją zgłosić – przeważnie ok. pół roku wcześniej. Komitet Sterujący spotyka się (często w egzotycznych miejscach..), aby ustalić które publikacje będą wygłoszone. Biorą pod uwagę recenzje od innych naukowców oraz, oczywiście, własne zdanie. Na samym początku konferencji uczestnicy otrzymują sprawozdania, czyli po prostu wydrukowane wszystkie publikacje, które zostały wybrane. Prelegenci rzucają na ścianę prezentację i mówią o swojej publikacji, następnie pada chmura pytań. Pytania przeważnie zadają ludzie, którzy zajmują się dokładnie tym samym, ale mają inne podejście – starają się więc wytknąć błędy i niespójności u konkurencji. Byłem świadkiem wielu burzliwych dyskusji, czasami wręcz niesmacznych.. Trzeba się więc dobrze bronić, aby zachować twarz i przyciągnąć zainteresowanie do swojego podejścia.

Kontakty i znajomości to bardzo ważna sprawa. Promotor zlecił mi na konferencji jedno zadanie – poznawaj ludzi, szczególnie tych, którzy pracują w Twoim temacie. Każdego dnia pomiędzy półtoragodzinnymi sesjami były przerwy, wypełnione jedzeniem i piciem, a przede wszystkim rozmowami. Ludzie podchodzili do mnie, i zanim podali rękę, czytali na plakietce skąd jestem (jaka uczelnia/firma) oraz jak mam na imię. Bardzo dziwne uczucie, czułem się jak koń! Później często pojawiały się pytania takie jak „Skąd jesteś, bo widzę że imię nie jest angielskie?”, „Czym się zajmujesz?”, „Wygłaszasz?”.. Bardzo specyficzny światek, który da się polubić, ale trzeba umieć w nim grać. Mam nadzieję, że na następnej konferencji ISWC, która odbędzie się w Korei, będzie mi dane coś wygłosić..

Zdjęcie zrobiłem na jednej z sesji. Zauważcie ile osób ma przed sobą otwarte laptopy – przeważnie było to 80% osób! Myślę, że taka publiczność może deprymować, bo człowiek ma wrażenie, że rzuca grochem o ścianę :)

Mimo iż nie mam regularnych zajęć na uczelni, przez całe wakacje pracuję jako Asystent Naukowy. Tak naprawdę sprowadza się to do tego, iż pracuję w prywatnej firmie, a doświadczenie jakie tam zdobywam pomoże mi w napisaniu doktoratu. Czym się zajmuję? Najogólniej rzecz biorąc, tematyką sieci semantycznej (Semantic Web), czyli w pewnym sensie nowej generacji sieci, która ma pewne znamiona sztucznej inteligencji. Czy taka sieć zastąpi w przyszłości Internet? Nie, Internet najprawdopodobniej będzie dalej funkcjonował tak jak teraz, a semantyczna sieć będzie się coraz bardziej wdzierać do wszelkiego rodzaju aplikacji. Samo pojęcie semantyki w przypadku sieci jest mgliste i różne rzeczy różni ludzie uznają za „inteligentne”. Ja zajmuję się semantycznymi usługami sieciowymi (Semantic Web Services [SWS]) i cała inteligencja tego stwora sprowadza się do tego, że usługi mają same szukać innych usług, które wykonają jej zadania. Czyli na przykład, ja określam swój cel: zaplanować moją podróż do Polski. Semantyczna usługa ma sama znaleźć najlepsze połączenie (zgodnie z moimi kryteriami), dojazd, hotel, ściągnąć informacje na temat miejsca pobytu, itd, tak aby wszystko do siebie pasowało. Podstawowy problem jaki się tu pojawia, to jak sprawić, aby komputer sam wiedział z jaką usługą ma do czynienia – czyli, czy ta usługa oferuje wina, czy sprzedaje zużyte skarpetki. Wydaje się trywialne, a jednak od paru dobrych lat naukowcy męczą ten temat i wszystko nadal zostaje w powijakach. Jeżeli kogoś interesuja tematyka SWS, to polecam poczytać na temat OWL-S, WSMO oraz SWF (wszystko na W3C). Dla mnie najważniejsze, że przy okazji tej pracy uczę się wielu rzeczy, które mogą mi się przydać w dowolnej pracy w branży IT. Poza tym, mam okazję poznać jak funkcjonuje świat naukowców i jak powstają specyfikacje, które za parę lat staną się światowymi standardami. Do tego wszystkiego trzeba mieć jednak duża zaparcia i silnej woli, przecieranie naukowych szlaków wymaga pewnego charakteru. Czy ja go mam? Jeszcze nie jestem pewien…

Choć wiedziałem o tym już od paru dni, dopiero dzisiaj otrzymałem oficjalną notę od wydziału – zdałem egzamin warunkowo. Nikt nie zdał bezwarunkowo, a z relacji mojego promotora wynikało, że wypadłem bardzo dobrze – więc jestem zadowolony. Muszę wziąć kurs „High-Level Design of Hardware-Software Systems” i ukończyć z oceną co najmniej B+. Egzaminatorzy dobrze wiedzieli, że ja nie miałem za wiele do czynienia z hardware, więc dorzucili mi taki kurs. Nie jestem z tego tytułu szczęśliwy, bo ten kurs mi się do niczego nie przyda, no ale cóż, nie mam wyboru. Cieszę się, że mam za sobą egzamin.Od tej chwili mój status z „Predoctoral” zmienił się na „PhD Candidate”. W ciągu jednego semestru muszę skonstruować temat pracy doktorskiej, a w ciągu trzech lat zdać drugi egzamin, tzw. „Comprehensive”, czyli obronić propozycję pracy i zaprezentować wiedzę z dziedziny. Droga długa i kręta…

Dzisiaj rano miałem drugą część egzaminu ustnego. Pierwsza, z inżynierii oprogramowania, odbyła się w czwartek i myślę, że poszło mi całkiem dobrze. Dzisiaj było nieco trudnej, architektura komputerów, ale też myślę, że sensownie wyszła moja obrona. Z jednym pytaniem miałem mały kłopot, bo nie do końca rozumiałem intencji chińskiego profesora z Princetown, ale ostatecznie jakoś się wybroniłem. Kiedy wszyscy studenci będą już przepytani, wszyscy profesorowie z wydziału zbiorą się na radzie i będą wybierać kogo chcą zostawić i umożliwić pisanie doktoratu. Promotorzy pytają się o ocenę ich studentów i ich umiejętności. Ostatecznie dostanę jedną z trzech ocen „Passed”, „Passed conditionally”, lub „Failed”. W przypadku tej drugiej oceny, najczęściej trzeba wziąć dodatkowy kurs, aby uzupełnić jakieś braki. Gdybym nie zdał, będę miał jeszcze jedną szansę za rok, ale prawdę mówiąc nie mam na to najmniejszej ochoty, ten egzamin jest wyczerpujący..Projekt, nad którym pracuję nabrał tempa i znowu mam na głowie mnóstwo pracy. Nie wspominając o tym, że zostały tylko 4 tygodnie zajęć, a z obu kursów muszę napisać oddzielne projekty. Czeka mnie zatem miesiąc pełen atrakcji. Na Wielkanoc jadę do rodziny w New Jersey, to będzie mój pierwszy wyjazd z Bostonu w tym roku!

Dzisiaj przebiegłem 3 mile w 30 minut, ale pod koniec miałem już gwiazdki w oczach. Trzy tygodnie przerwy zrobiły swoje.. Teraz trzeba się brać za wiosenną formę :))

W poniedziałek oddałem część pisemną egzaminu, jestem raczej zadowolony, mam nadzieję, że podobne uczucia będą mieli prowadzący. 10 dni nieustannej pracy było mocną dawką, nie polecam nikomu takich przyjemności. Teraz czekam na datę części ustnej, obrony moich odpowiedzi. Jedno rozwiązanie będę bronił przed moim promotorem, polskim profesorem. Dziwacznie rozmawia się z kimś w obcym języku, kiedy na codzień rozmawia się w ojczystym. Nie lubię tych sytuacji, bo przeważnie czuję się niezręcznie.Jeżeli zdam ten egzamin, w przyszłym roku chyba nie będę musiał już brać takich intensywnych, jak teraz, kursów. To by oznaczało, że mam w końcu czas na pracę nad projektem i doktoratem. Jest duże prawdopodobieństwo, że przeniosę się do małej miejscowości pod Bostonem, gdzie znajduje się firma dla której pracuję. To jednak nie nastąpi prędzej niż w wakacje. Na tapecie projekt: samochód. Mam nadzieję, że znajdę coś po rozsądnej cenie. Ten rok może się zatem okazać jedynym w swoim rodzaju – i raczej bym się z tego faktu cieszył, bo mam dość nieustannej wegetacji przed ciekłokrystalicznym lustrem.

Egzamin trwa. Jedno z dwóch zadań, które wybrałem mam za sobą (wzorce projektowe, UML, Java). Drugie, porównanie procesorów wielordzeniowych z systemami wieloprocesorowymi (CMP vs SMP) podejmuję od paru dni. To jest ogromna dziedzina, nie wiem czy zdążę wszystko objąć i napisać, trzeba będzie bronić na ustnym. Zostały 4 dni, powiem krótko, mam dość.Co jakiś czas, dla rozrywki, czytam wiadomości z ojczyzny. Co prawda, czasami ta rozrywka jest nieco wątpliwa, ale nie zawsze. Dzisiaj na przykład jakże dobre wiadomości! Pakt stabilizacyjny się ustabilizował, sytuacja w kraju jest znowu stabilna. Ufff…. Dobrze, że nasi politycy potrafią ze sobą rozmawiać! Niektórzy są wręcz mistrzami w debatach: rozmówców wysyłają do psychiatrów, nazywają od chuliganów politycznych, destrutktorów. Przecież to oczywiste, że jeżeli ktoś się nie zgadza z rządem, to nie chce naprawy państwa, to ma coś do ukrycia, to się czegoś musi bać. No bo jakże inaczej? I do tego te cholerne media…. w wielkim spisku przeciw sprawiedliwości i zadośćuczynieniu mają czelność się odzywać. Dobrze, że przynajmniej jedne media w kraju są wolne! A tak w ogóle, co te media chcą od wielkich, prawych i sprawiedliwych mężów stanu? Przecież tak ładnie się uśmiechają i umieją prowadzić rzeczową debatę polityczną…Oby tylko pakt stabilizycyjny był stabilny, bo inaczej będzie katastrofa! Ale zaraz, chwileczkę, czy nowy rząd już cokolwiek zreformował? Czy od czasu objęcia władzy, oprócz straszenia nowymi wyborami, stabilizowaniem paktu stabilizacyjnego, wiecznym machaniem szabelką „My im wszystkim w końcu pokażemy!!”, udało im się cokolwiek osiągnąć? Ehh, lepiej nie będę nic pisał, bo będę musiał iść do psychiatry, a koledzy się dowiedzą, że na pewno jestem z SLD, boję się lustracji i tęsknię za Olkiem. No bo jakże inaczej?